Odkąd moje kursy dom - dom rodziców - dom teściów nagle znaaaacznie się wydłużyły, zaczęłam doceniać kilka niby oczywistych rzeczy. Po pierwsze - komfort, jaki daje nieco lepszy samochód, jest nie do przegadania. Po drugie, samo spanie podczas podróży należy sobie ułatwiać jak tylko się da. Choć Małż nieraz krzywym okiem patrzył na naręcza poduszek i kocy, którymi mościłam tylne siedzenia, to nigdy nie narzekał, jak przychodziło mu tam się kimnąć :) I choć ja zasypiam, jak tylko przyłożę głowę do podusi, to on będzie się kokosić tak długo, dopóki nie znajdzie "tej" pozycji. Naraz przypomniałam sobie o swoim starym zagłówku, dostanym w prezencie, który tak długo użytkowałam, aż się rozpadł ze starości. Więc może to by było to? Chcąc być dobrą żoną, poświęciłam wieczór na uszycie próbnego rogala. I wiecie co? Wypróbowałam go podczas jednej weekendowej podróży i hmmm, zaanektowałam dla siebie :) Potem uszyłam rogala mini, dla swego mniejszego mężczyzny, i reszta jakoś tak z rozpędu wyszła :)
Zapraszam do oglądania :)
Przód to bawełna 100% drukowana, tył robiłam z polaru, futerka lub dzianiny dresowej - w zależności od tego, jaki kolor mi przypasował. I mówiąc nieskromnie, to nie spodziewałam się że tak ładnie wyjdą :)
buźka
P.