Prawie dwa lata temu pokazywałam Wam (o tu) mojego małego nieszkodliwego bzika. Od tego czasu nieco się zmieniło - kolekcja się nieco powiększyła. Nie za dużo, tylko nieco, bo i obiekt kolekcjonowania trudny do zdobycia. Z dziką radością w sercu chce się pochwalić ostatnim łupem - dzięki Małżu za twe bystre oko! :)
Do rodzinnej "szyciarni" po ostatnim sobotnim ryneczku dołączyło takie małe, niepozorne, niebieskie coś. Prawda, że urocze? :)
A tutaj już z całą resztą ferajny :) Dwie duże wypatrzone na popularnym serwisie, malutkie to efekt szperania na starociach.
A to śliczne beżowe maleństwo przyjechało do mnie aż z Malty (Bracie, Siwa - dzięki!).
I tak powoli, ślamazarnie, acz w miarę systematycznie, ta moja kolekcja żyje swoim życiem i jakoś rośnie. Może kiedyś kieeeeedyś uda mi się namówić Małża, by sklecił jakąś półeczkę na nią, co by się ładnie eksponowała i jeszcze bardziej cieszyła moje oko :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz