czwartek, 19 listopada 2015

Historia jednej firanki

                 Niby jak się umie szyć, to się umie. To się weźmie  materiał, zrobi rachu ciachu  i będzie się miało to, co się chciało. Prawda to jest?? A właśnie, że guzik prawda :D  Owszem, lubię szyć, może nawet i coś tam potrafię, ale niektóre materiały omijam szeroookim łukiem.
                  Kiedy kuzynka zwróciła się z prośbą o uszycie firan, w pierwszym odruchu zaśmiałam się w głos. Ja i tiul? Ha, to byłby dowcip roku. Ale potem zapaliła mi się żaróweczka niczym u Dobromira i pomyślałam: "No być nie może, Hexa nie odmówi uszycia czegoś". I zawezwałam na pomoc drugą Hexę! Coś jednak jest w przysłowiu o tych dwóch głowach :) Druga Hexa wysłuchała w czym rzecz, pomyślała, pokiwała głową i stwierdziła, że nie ma problemu. Ufff, honor uratowany! Kuzynka zadowolona, firanki w salonie radośnie powiewają, nam doszedł jeden odhaczony punkcik na liście wyzwań, szafa gra!
                Dzięki uprzejmości mej siostry ciotecznej mamy zdjęcia, jak rzeczona firanka wygląda w całej okazałości. Aga, patrz i podziwiaj swoje dzieło! :)





Trzymajcie się ciepło
P.

PS.  I proszę tylko nie kiwać z politowaniem głową, że tyle szumu o jedną głupią firankę...  Wyzwanie to wyzwanie, nie ważne czy to operacja na otwartym sercu, czy ustawienie kilku zapałek jedna na drugiej. Temat był dla nas nowy, wszystko rysowane i kombinowane samemu od podstaw. My jesteśmy dumne, a klient zadowolony. Brawo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz