Każdy z nas pewnie pamięta swoje początki z rękodziełem. Coś, co go pchnęło w kierunku nowej przygody. Może to była przypadkowo spotkana osoba, może rozmowa z kimś bliskim natchnęła was do spróbowania sił w czymś nowym, może zainspirowało was jakieś zdjęcie znalezione w sieci... W moim wypadku sprawdziło się to ostatnie... zdjęcie wygrzebane gdzieś z czeluści internetu, przypadkiem pożyczona od teściowej maszyna i dużo wolnych wieczorów/nocek zaowocowało tym, co dzisiaj robię :) A czymże było to zdjęcie? Ano zwykłym, najzwyklejszym... chustecznikiem! :) Do tej pory pamiętam swój zachwyt, że w niecałe pół godziny, przy użyciu małej ilości tkaniny można wyczarować taką fajną pierdółkę :) Do dziś tak mam, że dostając nową tkaninę pierwsze co robię, to wycinam kwadracik na chustecznik :) Mam tych naciętych kwadracików już tyle, że pół miasta by się obdarowało, ale to jest silniejsze ode mnie :)
Dziś chcę wam pokazać jedynie malutki fragment tego "chustecznikowego" szaleństwa. Przed wami Sowia Seria! :D
Jeszcze wszystkie razem...
pozdrawiam!
P.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz