sobota, 25 marca 2017

Witaj Wiosno!

           Tak, wiem że tytuł posta jest jakby żywcem wzięty ze szkolnej ściennej gazetki z podstawówki. Tak, wiem też, że pierwszy dzień wiosny był już kilka dni temu, i jest mała obsuwa w publikacji. Ale zawsze jest jakieś "ale"! W tym wypadku są nawet dwa! Po pierwsze "ale" - w podstawówce byłam całkiem dobrym redaktorem ściennych gazetek, więc ten talent staram się i tu dobrze wykorzystać :) A po drugie "ale" - post był przygotowany sumiennie na 21 marca, ale... po spacerze z dzieciakami, kiedy to zakopałam się wózkiem w błocie aż po same ośki i w drodze powrotnej złapał nas gwałtowny grad (po którym do dziś mam pamiątkę w postaci zasmarkanej rodziny), cała ochota na publikowanie radośnie wiosennego posta gwałtownie mi przeszła. Robię to więc dziś, kiedy na dworze jest tak pięknie, wypisz wymaluj "książkowa" wiosna - słonko ciepło świeci, ptaszki słodko ćwierkają, kwiatów na rabatce już zatrzęsienie, a nastolatki biegają jakby był co najmniej środek lata :)
         Mojemu synkowi jednak wiosna kojarzy się zupełnie z czymś innym - dla niego nie będzie wiosny, dopóki nie zobaczy pierwszego motyla! Dziś takowego na spacerze wypatrzyliśmy, więc dostałam pozwolenie i dosłownie 5 minut wolnego czasu na internetową bazgraninę :) Żywego motylka nie udało mi się złapać obiektywem, ale za to mogę pokazać motylki całkiem inne. Tego można do woli łapać, a nawet nim podrzucać, tulić, gnieść i memłać. Gwarantuję, że podczas tych czynności nikt nie ucierpi :)
         
          Tu kilka pojedynczych egzemplarzy...



Tu całe stadko/gromada (?) razem :)

Prawda że przyjemnie się prezentują? :)
buziaki w ten słonecznie piękny dzień
P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz