poniedziałek, 20 listopada 2017

Były sobie czapki trzy...

... i gęsiego sobie szły!
Pierwsza z przodu, w środku druga,
Trzecia z tyłu oczkiem mruga.
I tak sobie czapki trzy,
raz, dwa, raz, dwa,
na imprezę szły!

           Już od jakiegoś czasu łaziła za mną czapka. I to czapka nie-byle-jaka. Ręcznie szydełkowana, pstrokata, musowo z pomponem. I to dużym. Wpadła mi kiedyś w oko i pozbyć się skubanej nie mogłam. I tak siedziała mi w głowie, myśli zawracała, aż nadszedł dzień, w którym Małż mój szanowny zabrał mnie na zakupy i tam przypadkiem moim oczom ukazały się... ONE!

          Wzięłam skromnie tylko po jednym moteczku. W domu od razu dwie poszły w kąt, a z trzecią  rozsiadłam się jak basza na kanapie oznajmiając rodzinie, że przez godzinę chcę mieć święty spokój. I zaczęłam. Po dwóch dniach skończyłam. W międzyczasie poleciałam po kolejne motki, bo (oczywiście!) zmieniła mi się koncepcja.
          I tak zamiast jednej wymarzonej czapki dla mnie, powstały trzy - dla mnie i dzieci moich kochanych. Nie byłabym sobą, gdybym nie dorobiła krótkiej tej historii całej otoczki - otóż zaplanowałam naszej trójce, w naszych nowych pięknych czapkach, wielkie wyjście. Na imprezę. Co prawda była to przedszkolna impreza, ale impreza to impreza :)  I już oczami wyobraźni widziałam, jak uroczo sobie we trójkę maszerujemy, kiwając radośnie głowami obleczonymi w cud urody czapeczki, gdyby nie jedna sprawa - nie wzięłam pod uwagę tutejszej zasranej pip pip pip pogody! Maryśce pompon nie wlazł po kaptur, więc czapkę musiałam jej zdjąć. Franek po szaleńczej gonitwie z kolegami zgubił czapkę, która zaniedługo znalazła się... w największej kałuży na placu. Ostałam się  sama i mimo wichury prawie łeb urywającej dzielnie trzymałam głowę wysoko. Cóż, chciałam dobrze. Wytrzymałam może z 5 minut, po czym śladem córci czapka poszła precz, a ja szczelnie opatuliłam się kapturem. Następnego wyjścia w czapach już nie planuję, leżą sobie grzecznie w szufladzie i czekają lepszych czasów :)




               Teraz konkrety - włóczka bardzo fajna, 100% akryl, gruba, skręcona w dwóch nitek - szarej i tęczowej. Robiłam ze słupków podwójnie nawijanych, szydełkiem nr 4. Największa i najmniejsza są dopasowane, średnia nieco dłuższa. Pompony wyszły nieco mniejsze niż chciałam, ale na tyle akurat starczyły 2 motki. 

             Tu jeszcze zoom na splot i te przepiękne kolory :) 

Pozdrawiam cieplutko, 
P.

8 komentarzy:

  1. Jakie fajne kolory mają te czapki i muszę przyznać, że mi się już podobają od momentu jak je zobaczyłam. Ja również na nowo zaczynam odkrywać kapelusze i muszę przyznać, że są one super. Jeszcze jak czytałam w https://wkobiecymwydaniu.pl/2020/07/28/jak-dobrac-idealnie-kapelusz-damski/ to tam ciekawie doradzili jak dobrać idealnie kapelusz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawie to zostało opisane. Będę tu zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja niestety nie potrafię takich rzeczy robić, ale jestem ogólnie zwolennikiem noszenia nakryć głowy. Dlatego polecam każdemu przeczytanie wpisu http://kobietazklasa.pl/toczki-filcowe-jaki-wybrac/ w których ciekawie opisano to jak należy wybierać toczki filcowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie napisane. Jestem pod wrażeniem i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładnie te czapki wyglądają i w szczególności mi podoba się kolorystyka. Ja jestem zdania, że również warto jest przeczytać wpis https://daria-porcelain.pl/2021/01/czym-sie-kierowac-przy-wyborze-kapelusza/ jeśli ktoś ma zamiar kupić sobie fajny kapelusz i nie bardzo wie co wybrać.

    OdpowiedzUsuń