Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiermasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiermasz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 września 2016

Wspominając jeszcze lato... Święto Ziół 2016

                Dziś zdam króciutką relację z imprezy, na której.... mnie nie było :)  A widzicie, tak też można! Nie trzeba być czarownicą, nie trzeba umieć spoglądać w przeszłość i czarymary odprawiać, by wiedzieć, że coroczne olsztyneckie Święto Ziół to impreza do-nie-przegapienia! Cóż, ja w tym roku to faux-pas niestety popełniłam i do dziś szczerze żałuję, ale Hexy na całe szczęście są dwie i gdzie jedna nie może, tam druga poleci :)
                Do Olsztynka i tamtejszego skansenu mamy rzut beretem, więc Aga spakowała cały nasz ciągle rosnący majdan w pudła, wzięła do pomocy swoją nieocenioną bratanicę Zuzię i razem ze znajomą ruszyły w świat szeroki klientów szukać. Teraz trzeba przyznać się jednak bez bicia - to całe nasze wystawianie się to tak zupełnie nie jest najważniejsze... Z roku na rok Święto Ziół w Olsztynku przyciąga nie tylko coraz to nowych zwiedzających, ale co najważniejsze - wystawców. Pan Robert z dyrekcji Skansenu bardzo pilnuje, by wystawiali się twórcy regionalni, począwszy od rękodzielników a na swojskich wyrobach kończąc (zero chińszczyzny!). Kto był - ten wie. Kogo nie było - niech żałuje, bo nie być tutaj to grzech! :) Jest wszystko czego dusza (i żołądek) zapragnie! Niestety my nie dysponujemy zdjęciami kolegów-wystawców, ale "wujek gugyl" jest nieoceniony i pokaże nam wszystko. Ja miałam relację z pierwszej ręki, ale mimo tego i tak poszperałam wśród zdjęć w sieci ... i przepadłam! Ech, dwie dojrzane tam rzeczy nawet mi się po nocach śniły :)
            Jednak wystawcy to jeszcze nie wszystko. Ta impreza ma pewien bardzo specyficzny klimat, który jest mi ciężko opisać. Hmmm, jest tam... tak sielsko, spokojnie, sympatycznie, tak... tak po prostu fajnie! To niesamowite miejsce, które "żyje" naprawdę! Program imprezy jest tak ułożony, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Różnego rodzaju warsztaty (o których wspomnę jeszcze niżej) dla dzieci i dorosłych, pokazy tańców i śpiewów regionalnych, pijalnie ziół, tematyczne wystawy w chatach skansenu, no długo by jeszcze wymieniać. Trzeba zarezerwować sobie cały dzień, by móc nacieszyć się wszystkim... bez pośpiechu.
           Warsztaty... tu wiadomości mam od Zuzi, która niestrudzenie obleciała wszystko co możliwe :D Podobno najlepsze były warsztaty czerpania papieru i absolutny hit - ozdabianie tkanin pięknymi roślinnymi motywami. Tu nasza bohaterka złapana w obiektyw :)


Tutaj nasze skromne stoisko :)

Jak Aga robiła rundkę po budach, na miejscu zostawał pomocnik :)

Zuziu, stokrotne dzięki za pilnowanie interesu :)

Buziaki
P.

niedziela, 6 lipca 2014

Wrażenia po Dobrym Mieście

          Co by tu dużo mówić, było suuuper! :)  Choć dzień zaczął się dosyć nerwowo (standardowo - spóźnienie z mojej strony), to na resztę dnia wcale a wcale narzekać nie mogłyśmy.
         Cała impreza dotyczyła otwarcia zrewitalizowanych zabytkowych kamienic na dobromiejskim Przymurzu. Było uroczyste przecinanie wstęgi, były przemowy, różnego rodzaju występy, byli Czyści jak łza (z moją ulubioną piosenką o Grunwaldzie), jednym słowem - działo się dużo i bardzo fajnie. Główną atrakcją dnia była możliwość zobaczenia kilku odremontowanych kamieniczek, ale to nie wszystko! Wchodząc do poszczególnych budynków, przenosiło nas w czasie... Był piekarz, który na bieżąco wypiekał chleb i pyszne owsiane ciasteczka, można było zobaczyć jak przed kilkudziesięcioma laty wyglądały pracownie szewca i fotografa. W kamieniczce z dawnym salonem fryzjerskim podobno można było się ostrzyc na tamtejszą modłę, ale panie chyba nie znalazły odważnego :)
          Nas osobiście najbardziej zauroczyła - a jakże! - pracownia krawiecka. Dwie staruśkie maszyny do szycia na stolikach z kutego żelaza, wielka przepastna "babcina" szafa, stylowy manekin krawiecki - normalnie miodzio! Udało mi się nawet cichcem przewertować strasznie stare gazety dot. szycia, wyłożone gdzieś dyskretnie z boczku :)
          Niestety żadna z nas nie wpadła na to, by zrobić zdjęcia tym eksponatom. Może jak się uśmiechnę do Iwony to coś podrzuci? :)  Tak czy siak, wszystkie wnętrza robią spore wrażenie. Wielka dbałość o detale jest widoczna na każdym kroku, charakter każdego pomieszczenia został bezbłędnie oddany. Pięknie rzeźbione lusterko, nocny stolik o wygiętych nóżkach, koronkowa zasłonka w oknie, mały krzyżyk na ścianie, filigranowa buteleczka stojąca na szafce - to tylko nieliczne z wielu wieeeelu rzeczy, które cieszą oko. Niskie sufity, małe okna, nawet taki dość specyficzny zapaszek - wszystko to składa się razem na bardzo udaną całość. Dla starszych osób taka wycieczka może być miłego rodzaju wspomnieniem dawnych lat, zaś dla nas - tych nieco młodszych - bardzo dobrze pokazaną  historią bliską :)
           Już wspominana Iwona - moja pisapsióła jeszcze z czasów podyplomówki - załatwiła nam cudnej urody straganik. Zadaszony, solidnie zbudowany, świetny. No i po raz pierwszy wszystkie nasze pudła były dobrze schowane :)


                  Nasze stoisko nie powalało ilością wystawionych rzeczy, można powiedzieć że było skromnie :) Atmosfera podczas całej imprezy fantastyczna, z obu stron trafili się nam przemili sąsiedzi (tu pozdrowienia dla Pani od domowych pierniczków oraz dla zwariowanej Zielarki!). O dziwo, nawet pogoda dopisała: słonko świeciło, wiaterek znad Łyny przyjemnie chłodził. Zaglądali do nas przemili ludzie, można było sympatycznie porozmawiać i się pośmiać. Jedna sytuacja szczególnie wbiła mi się w pamięć - jak do naszego kramiku podeszła z mamą mała dziewczynka, chwyciła w rączki lalę szytą przez Agnieszkę (lala wyglądała jak miniaturka samej dziewczynki - to samo uczesanie, kolorowa sukieneczka) i już jej nie chciała puścić :) A jak się małej oczy świeciły z radości? Widok wart każdej pracy :)
              Trochę przydługo mi wyszło, więc już milknę :) Teraz będą tylko same zdjęcia :)

Tu wspomniane wyżej lale - jeszcze w komplecie :)










Pozdrawiam, 
Paula :)