Dziś zdam króciutką relację z imprezy, na której.... mnie nie było :) A widzicie, tak też można! Nie trzeba być czarownicą, nie trzeba umieć spoglądać w przeszłość i czarymary odprawiać, by wiedzieć, że coroczne olsztyneckie Święto Ziół to impreza do-nie-przegapienia! Cóż, ja w tym roku to faux-pas niestety popełniłam i do dziś szczerze żałuję, ale Hexy na całe szczęście są dwie i gdzie jedna nie może, tam druga poleci :)
Do Olsztynka i tamtejszego skansenu mamy rzut beretem, więc Aga spakowała cały nasz ciągle rosnący majdan w pudła, wzięła do pomocy swoją nieocenioną bratanicę Zuzię i razem ze znajomą ruszyły w świat szeroki klientów szukać. Teraz trzeba przyznać się jednak bez bicia - to całe nasze wystawianie się to tak zupełnie nie jest najważniejsze... Z roku na rok Święto Ziół w Olsztynku przyciąga nie tylko coraz to nowych zwiedzających, ale co najważniejsze - wystawców. Pan Robert z dyrekcji Skansenu bardzo pilnuje, by wystawiali się twórcy regionalni, począwszy od rękodzielników a na swojskich wyrobach kończąc (zero chińszczyzny!). Kto był - ten wie. Kogo nie było - niech żałuje, bo nie być tutaj to grzech! :) Jest wszystko czego dusza (i żołądek) zapragnie! Niestety my nie dysponujemy zdjęciami kolegów-wystawców, ale "wujek gugyl" jest nieoceniony i pokaże nam wszystko. Ja miałam relację z pierwszej ręki, ale mimo tego i tak poszperałam wśród zdjęć w sieci ... i przepadłam! Ech, dwie dojrzane tam rzeczy nawet mi się po nocach śniły :)
Jednak wystawcy to jeszcze nie wszystko. Ta impreza ma pewien bardzo specyficzny klimat, który jest mi ciężko opisać. Hmmm, jest tam... tak sielsko, spokojnie, sympatycznie, tak... tak po prostu fajnie! To niesamowite miejsce, które "żyje" naprawdę! Program imprezy jest tak ułożony, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Różnego rodzaju warsztaty (o których wspomnę jeszcze niżej) dla dzieci i dorosłych, pokazy tańców i śpiewów regionalnych, pijalnie ziół, tematyczne wystawy w chatach skansenu, no długo by jeszcze wymieniać. Trzeba zarezerwować sobie cały dzień, by móc nacieszyć się wszystkim... bez pośpiechu.
Warsztaty... tu wiadomości mam od Zuzi, która niestrudzenie obleciała wszystko co możliwe :D Podobno najlepsze były warsztaty czerpania papieru i absolutny hit - ozdabianie tkanin pięknymi roślinnymi motywami. Tu nasza bohaterka złapana w obiektyw :)
Tutaj nasze skromne stoisko :)
Jak Aga robiła rundkę po budach, na miejscu zostawał pomocnik :)
Zuziu, stokrotne dzięki za pilnowanie interesu :)
Buziaki
P.
czwartek, 22 września 2016
poniedziałek, 5 września 2016
Filc, leśne motywy, połamane igły = dobry czas
W filcowaniu ciekawe jest dla mnie nadawanie robionym rzeczom formy... i oczywiście kolor. Bardzo lubię też w czesance plastyczność, to że można ją dowolnie formować. Ale przekonałam się, że zrobienie zwykłej kulki na korale nie jest wcale proste. Żeby ją zrobić dobrze, trzeba się postarać.
Przez słabość do kolorów i ich odcieni mam spory zapas czesanki - ale nic to, się nie zmarnuje - przetworzę:)....chyba:) Jak nie wypadnie w międzyczasie "coś" innego:)
Przez słabość do kolorów i ich odcieni mam spory zapas czesanki - ale nic to, się nie zmarnuje - przetworzę:)....chyba:) Jak nie wypadnie w międzyczasie "coś" innego:)
Z czesanki powstały mini sakiewki z biglem (metalowym zapięciem). Dlaczego akurat takie? Bo zaintrygowała mnie ich forma, dlaczego nie mają szwów? i jak można dopasować taką formę do zaokrąglonego bigla? Poszukałam, obejrzałam i zrobiłam, cztery igły połamałam, ale się da. Dla zainteresowanych link do filmiku tutaj . Właściwie to nie wiem czy są to sakiewki-portfeliki, ja trzymam w nich suszoną lawendę. I ozdobiłam je drobnymi motywami kwiatowymi, bo "czegoś" mi brakowało.
We wspominanym już międzyczasie również powstały "przypinki" w wyszywane motywy kwiatowe, leśne, na szarym płótnie. I trafiłam na ciekawego bloga "hafciarskiego" pani Marty, zerknijcie i popatrzcie, jakie cuda tworzy!!!
Kolejny "międzyczas" :) to dzianinowe wiewiórki-zagłówki, akurat były potrzebne no i mają ciekawą formę.
Na końcu powstały torby - trafiłam na ciekawe grafiki i nie potrafiłam się powstrzymać, żeby ich nie przetransferować i "krzywo" naszyć (akurat tego typu "naszycia" bardzo mi się podobają, "niby" byle jakie).
do następnego
Ag.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)