piątek, 22 września 2017

Malinowy "szyjogrzej"

                   Mogłabym teraz ładnie napisać, że to nasza jesienna aura natchnęła mnie do zrobienia prezentowanej tu robótki. Że to piękna polska złota jesień sprawiła, że nagle zachciałam powiększyć swoją garderobę o nową rzecz. Że barwy jesiennych odmian malin skierowały me myśli w kierunku koloru, wokół którego niegdyś przechodziłam obojętnie. Mogłabym tak ładnie napisać, ale... cóż, napisać tak nie mogę, gdyż rozminęłabym się wtedy z prawdą, i to całkiem sporo!
                  Powód był dużo bardziej prozaiczny - przekopując się przez karton pełen kłębków w poszukiwaniu koloru do kolejnego projektu, natknęłam się przypadkiem na bardzo mięciutką, grubą włóczkę. I jak tylko raz jej dotknęłam, to wypuścić z ręki już nie mogłam :) Miziałam ją i miziałam, cały czas intensywnie myśląc, jak by ją ciekawie wykorzystać (bo oczywiście wspomniany wyżej projekt poszedł nagle w zapomnienie!). Chciałam spróbować czegoś nowego, wybór padł na technikę zwaną arm crochet - to rodzaj szydełkowania, tyle że zamiast szydełka używamy własnych rąk :)  Swój komin zrobiłam w jeden wieczór, podczas oglądania filmu, i powiem szczerze - po kilku okrążeniach palce już niemal same robiły swoją robotę, pozwalając oczom skupić się na migających obrazkach w tivi :)

             
                 Co do rodzaju włóczki to za Chiny Ludowe nie powiem wam, co to za cudo - jest mega miękka i delikatna w dotyku, z krótkim meszkiem. Brak banderolki sprawia, że mogę tylko się domyślać jakiejś mieszanki wełny i moheru. Gotowy komin założony na szyję cudownie grzeje, jest idealny na naszą aktualną wietrzną pogodę.
             



                Splot jest baardzo elastyczny, nie deformuje się. Komin łatwo się układa, można go spokojnie rozciągać wzdłuż i wszerz.
                I poniżej mała "stylóweczka", by pokazać komin w całej okazałości :)




              Niestety mój telefon za cholerę nie mógł uchwycić koloru, najbardziej zbliżony wyszedł na zdjęciu poniżej - coś pomiędzy ciemną maliną a bordo.


                  Tu jest filmik, według którego robiłam. Kilka razy musiałam sobie cofać, by zakumać o co chodzi, ale ogólnie wszystko jest pokazane bardzo dobrze.

Buziaki!
P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz