środa, 21 lutego 2018

Coś dla książkomaniaków

          Odkąd w zeszłym roku trafiłam na ten pomysł w sieci, rączki mnie niemiłosiernie świerzbiły, by móc spróbować coś takiego uszyć i osobiście się przekonać, czy faktycznie jest toto potrzebne do codziennego funkcjonowania. O czym mowa? Ano o okładce na książkę :)
          Książki czytam codziennie. Jak dzieci pozwolą - to nawet i kilka rozdziałów, a jak nie pozwolą - to raptem kilka zdań. Ale że czytam - nie ma wątpliwości. Zawsze mam przy sobie książkę, nieważne czy idę do sklepu czy na kolację, ot małe zboczenie. Takie etui/okładka może w pewnym stopniu uchronić nasze książki przed niespodziewanymi wypadkami. Może nie powstrzyma wylanego w torbie soku, ale z tymi mniejszymi katastrofami powinna już sobie poradzić. I tu przychodzi mi na myśl sytuacja sprzed dwóch miesięcy - Synusiowi na spacerze nie chciało się dokończyć batonika. I co zrobił? Wrzucił go mamie do torby. Cichaczem. Bez papierka. A w torbie książka. I inne rzeczy. Wyobraźcie sobie moją minę, gdy po powrocie do domu odkryłam w torbie to całe ...pip.pip.pip... no właśnie!
        Jednak bodźcem, który niejako zmusił mnie do posadzenia tyłka przed maszyną, były urodziny pewnej niezwykłej nastolatki. Powodów tej niezwykłości jest kilka, ale ja skupię się na jednym - na jej wielkiej miłości do książek. Miłości niczym nie ograniczonej, dosłownie wyssanej z mlekiem matki :) I choć miałam kilka innych pomysłów, to jednak ten wygrał w przedbiegach!

Prezent już dotarł, więc mogę bez obaw go pokazać. Zapraszam! :)




         Okładka jest bawełniana, dwustronna, z jednej strony lekko pikowana, zamykana na szeroką gumę, z małą zakładką, skrzydełko w środku pilnuje, by książka nie uciekała. Zarówno pikowanie, jak i zakładka nie są grube - pierwotna wersja była bardzo puszysta, w sensie że dałam grubsze wypełnienie w środku, jednak mimo fajnego wyglądu nie sprawdziło się to kompletnie - grubsza książka już się nie mieściła, okładka się zsuwała i nie wyglądało to dobrze. To jest druga wersja, powiedzmy sobie że fit :)






Tak mi się spodobał efekt końcowy, że po uszyciu powyższej okładki zarwałam dwie kolejne nocki i uszyłam następne :) Niedługo Wam je pokażę :)
Całusy!
P.

środa, 14 lutego 2018

Serducho

         Kiedy można się bezkarnie pochwalić różowymi serduchami, jak nie w walentynki? Doskonała okazja, prawda? :D
         Więc, ekhem ekhem, niniejszym się chwalę :) Poducha wydziergana jeszcze w starym roku, od dawna już w użytku (o ile można to nazwać użytkiem - leży sobie i nieźle na fotelu wygląda), zdjęcia też musiały swoje odczekać. Ale wiadomo - co się odwlecze...  :)
         Podusia robiona z włóczki Himalaya Dolphin, szydełkiem nr 4, stanowi niejako komplet do tego serducha. Schemat serca jest ogólnodostępny w internecie, całą sprawę robią w nim popcorny, czyli te wystające kuleczki. Podusia jest niezbyt duża, bok ma ok 30 cm, z małą falbanką dookoła, zużyłam na nią cały motek. Długo się zastanawiałam nad tyłem, aż w końcu zrobiłam go z polaru minky - całość jest przyszyta ręcznie, bez możliwości wyciągania środka. W internecie znalazłam info, że Dolphin dobrze znosi pranie, ale póki co jeszcze tego nie sprawdziłam :) Nie jest też mocno wypchana, to raczej taki naleśnik, tak akurat pod małą dziecięcą główkę.

        Tu w trakcie pracy, z małym pomocnikiem w tle :)


       Tu już w pełnej krasie...

  



Pozdrawiam i ściskam!
P.