Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maskotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maskotka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 marca 2018

Sensoryczny Król - Stwór

             Stwory zostały uszyte zupełnie „na żywioł”. Szablon potrzebny do wykroju rozrysowałam sama. To jak miały wyglądać, wiedziałam już wcześniej, po prostu - wymyśliłam je sobie.
            Kolorowe bawełniane materiały jako baza, w środku stworów - drobny szeleszczący granulat, niezbijające się włókno silikonowe, wąsy z giętkiej żyłki, nosy z pomponów.
             Zależało mi na tym, żeby nic w nich nie było idealne, dlatego mają różne nogi i ręce, różną długość wąsów, niektóre mają w środku dzwoneczek lub piszczałkę, a najbardziej lubię w nich „portki” typu pantalony. Zostało tylko doszycie im koron bo w założeniu miał to być - nieidealny, Król Stwór.




Pozdrawiam!
A.

środa, 6 grudnia 2017

O psince, co marzenia miała...

...i Kota w Butach ze "Shreka" wygryźć chciała!

        Nooo, w mojej opinii Kot miałby poważną konkurencję :) Wystarczy głęboko spojrzeć w te niewinne oczęta i człowiek jest gotów spełnić każdą prośbę czy zachciankę tej psinki  :)
        Psiak jest drugą szydełkową przytulanką w mojej karierze. Pamiętacie królisię? Coś w sobie mają te zabawki, że nie mogę im się oprzeć :)




           
              Wzór to zwykły kwadrat babuni, robiony szydełkiem nr 2.5,  naprzemiennie 3 kolorami włóczki Nako Baby - Ninni Bebe. To akryl z przeznaczeniem głównie na dziecięce produkty, jest mięciutki i nie mechaci się. Kocyk zrobiłam tym razem ciut większy, z tego co pamiętam to bok miał bodajże trzydzieści/czterdzieści cm.
              Psinka poleciała do pewnego malutkiego słodkiego chłopczyka imam nadzieję, że stanie się jego wiernym towarzyszem zabaw :)

Pozdrawiam cieplutko!
P.

niedziela, 12 listopada 2017

Czarna Owca i Spółka

             Zrobione już dawno, będzie z niecały rok temu, według popularnego wówczas wzoru ze strony Szydłaki Cudaki. Bardzo przyjemnie się robiło, wzór nie należy do trudnych, no i Karolina opisała wszystko super dokładnie :)






               Futerko różowej owieczki zostało zrobione z polecanej na stronie włóczki Himalaya Dolphin, natomiast dwie pozostałe to włóczka z moich zapasów - nieco włochata, z krótkimi włoskami super imitującymi sierść :)
               Prawda że są słodkie? Choć od jakiegoś czasu lubuję się w pastelowych barwach, tak tu moim ulubieńcem została Czarna Owca :D

              I Spółka w komplecie :)




pozdro!
P.

wtorek, 11 lipca 2017

Szydełkowa przytulanka

           W momencie, kiedy było pewne na 99%, że rodzina powiększy się o dziewczynkę, utworzyłam sobie na pulpicie laptopa folder, w którym zapisywałam wszystkie nieznośnie różowe pomysły i inspiracje. Część z nich dotyczyła wystroju pokoiku małej dziewuszki, część stanowiły prześliczne sukieneczki z pierdyliardem falbanek, a jeszcze jedna część (o ile nie największa!) to były zabawki diy - szyte i szydełkowane. O ile możliwości lokalowe i finansowe nie pozwalały na szaleństwa w urządzaniu pokoju, a szycie sukieneczek odstawiłam do czasu, aż moja zacznie być bardziej mobilna, to zabawek uczepiłam się z radością rzepa, który trafił na psi ogon :) Jedne pomysły już zrealizowałam, inne czekają jeszcze na swoją kolej.
         Jedną z pierwszych zrobionych przeze mnie rzeczy był szydełkowy kocyk-przytulanka, który mnie absolutnie od samego początku oczarował! Oczami wyobraźni już widziałam, jak moja malutka tuli tą szmatkę do swej pulchniutkiej piersi, jak słodko z nią zasypia, jak macha nią na spacerze w wózku, a zachwyceni zabawką przechodnie wypytują się o autorkę tak wspaniałego dzieła... Phii, akurat, gdzie tam! Przytulanka wyszła mi pięknie, to muszę nieskromnie napisać, ale mojej małej lata ona koło... no wiecie gdzie :) Raz wzięła do rączki, pomemłała i zabawka poleciała w kąt. Podejmowałam jeszcze kilka prób, by się nią zainteresowała, ale skutek jest taki, że królisia siedzi na regale z książkami :) A pierwsza gorzka lekcja pt.: "Ambicje matki a szara rzeczywistość" już za mną :D :D
          I trochę danych technicznych. Przytulankę robiłam mieszanką bawełny i akrylu, szydełkiem nr3. Włóczkę kupiłam przez przypadek w jednym z marketów, spodobały mi się w niej przejścia kolorów - dziewczęce, słodkie, ale nie mdłe :) Wzór na kocyk w kształcie gwiazdki jest tutaj . W oryginale jest głowa batmana, ja swoją robiłam metodą "na oko", inspirując się zdjęciem innej zabawki :) Sam opis wzoru jest na tyle fajny, że ma dwie wersje: obrazkową i pisaną. Gwiazdki dużej nie robiłam, średnica ma ok. 35 cm, a mikro pomponiki na końcach ramion to już moja fanaberia :)

          Tak się robiło...

          Teraz oceńcie proszę, czy słusznie się chwaliłam ;)








Buziaki
P.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Oj, niedługo się zaróżowi!

        Choć wszędzie dookoła w blogosferze dominuje od dawna temat świąt, wszędzie tylko o bieli śniegu, zieleni choinki i czerwonych skarpetach wiszących na kominku, u nas jak zwykle na opak! :) Tak, w tytule nie pomyliłam się z niczym -niedługo będzie więcej różu! A to za sprawą pewnej małej istotki, która wkrótce nas nawiedzi :) I choć zarzekałam się na wszystkie mi znane świętości, że nie popadnę w różowo-koronkowo-słitaśny amok - cóż, stało się! Na szczęście mogę poszaleć tylko delikatnie, w drobnych dodatkach do pokoju, ponieważ mała będzie na początku z nami. I tak od jakiegoś czasu na rękodzielniczej tapecie króluje (nielubiany przeze mnie wcześniej) ten banalnie dziewczyński róż...
        Przed wami pierwsza z serii różowych dekoracji pokojowych. Mam tylko nadzieję, że jak mała nieco podrośnie to dekoracje zmienią swój charakter na bardziej użytkowy :)
        Wzór na tego kiciusia miałam już od dawna zapisany na dysku. Ja korzystałam akurat z rosyjskiego wzoru (dzięki Małżu za pomoc przy opisie :*), ale ostatnio trafiłam na ten sam wzór rozpisany po angielsku - dla chętnych kliknij tutaj. Robi się go naprawdę przyjemnie, jedyną zmorą było dla mnie wyszywanie oczu. Cała pannica, od czubka buta po uszy, ma 35 cm. Zrobiona z antyalergicznej włóczki dla dzieci Nako Ninni Bebe. Przy spódniczce nieco pokombinowałam, gdyż koniecznie chciałam zrobić taką z pomponami w środku - gdzieś kiedyś ten pomysł zobaczyłam i został mi w głowie.

Zapraszam :)




To ujęcie żywcem ściągnęłam ze strony autora wzoru - ma coś w sobie :)



             Tu kicia w duecie z szydełkowym sercem. Słaba wola zaowocowała kupnem kilku motków włóczki Himalaya Dolphin i to jest moja pierwsze podejście do niej. Cudooooownie przytulaśna, ale dopatrywanie się oczek podczas robienia to jakiś koszmar. Na serducho poszedł jeden cały motek, ma ok. 20 cm.
              Przy sercu korzystałam ze schematu (tutaj), który na swoim blogu zamieściła Amelushka- super rozpisany, nie da się niczego pominąć ani źle zrobić. Polecam przy okazji lekturę reszty bloga - czyta się świetnie, tematy są tak różnorodne, że każdy znajdzie coś dla siebie, a ja po cichu zazdraszczam jej lekkości pióra :)




I jak wam się podoba?
Buziaczki
P.

czwartek, 24 listopada 2016

Królisia

                     Królisia jest bodajże moją pierwszą szydełkową maskotką, którą nie boję się pokazać światu (była robiona jeszcze przed pingwinkiem) :) Moje początki z amigurumi były... no cóż, próbami, i nie zawsze wychodziły tak idealnie, jak je sobie wymarzyłam. Szukając niedawno czegoś w bezdennych pudłach z zabawkami trafił w moje ręce pierwszy szydełkowy króliczek zrobiony dla Franka, i jak spojrzałam na to małe szkaradzieństwo to aż mi się łezka wzruszenia w oku zakręciła... ach, głupia ja! :)
                     Poniższą królisię robiłam w całości ze schematu, pilnując liczby oczek jak własnej głowy :) Co prawda pokiełbasiłam coś przy dekolcie i długości sukieneczki, ale w ostatecznym rozrachunku źle nie wyszło. Od siebie dodałam tylko typowo dziewczyńskie elementy - zalotne rzęsy i malutkie biżu :)  Schemat (po polsku!) wkleję przy najbliższej sposobności, gdyż mój staruszek laptop zgłupiał i pogubił część zapisanych stron. Zdaję sobie oczywiście sprawę, ze schemat należy do tych prostszych, wyższej filozofii tu nie ma, ale Rzymu od razu też nie zbudowali... :)

Tu nieco wstydliwe ujęcie, jeszcze bez garderoby :)

Tu już w pełnej krasie :)



Z moim (wtedy jeszcze) pięknym rocznicowym storczykiem...

I gotowa do podróży :)


Buziaczki
P.

środa, 19 października 2016

Historia pingwina - zimowego zwierzaka, która wydarzyła się latem a opisana została jesienią...

                Długo, oj długo siedziałam nad tytułem niniejszego posta. Miało być ciekawie, nieco intrygująco, odrobinkę zabawnie, ale i z polotem... Siedziałam i dumałam, aż w końcu przemęczona wiecznie gadającym dzieckiem, paskudną pogodą za oknem i -entą tego dnia stygnącą w kubku herbatą machnęłam ręką! A co tam, krócej się już nie dało :)
                Dziś nieco przydługa historyjka o tytułowym pingwinku :) Na początku sierpnia przedszkole synka zamykało swe podwoje na okres wakacji (łaaaał, całe trzy tygodnie!). Nie miałam wtedy zielonego pojęcia, jak ten ostatni dzień będzie wyglądać, bo w sumie mieliśmy go "przeżywać" pierwszy raz, ale stwierdziłam, że zrobimy go "po naszemu". Czyli jak? A tak, że ubiorę go na niby-na-galowo (żegnajcie codzienne dresiki!) i mały wręczy swoim paniom jakieś małe conieco.
                 Pewnych kłopotów nastręczały mi te małe prezenty. W polskim przedszkolu pani dostaje zwykle kwiatka lub czekoladkę, tutaj nie wydawało mi się to jednak tak oczywiste... I jak to ugryźć, by z jednej strony nie przedobrzyć, z drugiej coś jednak podarować, a z trzeciej należycie podziękować przedszkolankom za opiekę nad Frankiem przez cały rok? Który, nawiasem mówiąc, był cholernie dla niego trudny - nowy dom, nowe przedszkole, nowi koledzy, a jakby było mało - zupełnie obcy język! Te kobiety naprawdę się napracowały, by Franek jak najmniej boleśnie przeżył całe to zamieszanie, a efekty ich pracy widać już dziś - mały chętnie chodzi do przedszkola, jak na swój wiek bardzo ładnie już "szprecha", a wisienką na torcie była ostatnia sytuacja, gdy z głośnym oburzeniem zapytał, dlaczego on musi wracać do domu tak szybko, skoro jego koledzy zostają się w przedszkolu dłużej?? :)  I choć początki nie były różowe, oj niee, to naprawdę doceniam pracę tych dziewczyn i wiem, ile trudu kosztowało je zajęcie się nierozumiejącym niczego chłopcem.
                   I o ile nie miałam wtedy jeszcze konkretnego pomysły na prezenciki dla tych pań, to na coś innego wpadłam już sporo wcześniej. Przedszkole synka nosi nazwę Pingwin (taaaak, wiem, śmiesznie) i nazwa każdej grupy to odmiany tego zwierzaka :) W wejściu i głównym holu jest mnóstwo przedmiotów przedstawiających pingwiny - wielki patchwork zajmujący całą ścianę z całym mnóstwem malutkich pingwinków, figurki tych zwierzaków (porcelanowe, szklane, pluszane itp), książeczki z pingwinami w rolach głównych, kubeczki, obrazki i wiele, wiele innych. Raz stojąc tam i czekając na Franka, któremu ciężko było kończyć zabawę, dokładnie sobie obejrzałam całą tą menażerię. I doszło do mnie, że jednego pingwina tam brakuje - nie było żadnego zrobionego na szydełku!!! Oj, to znak z góry dla mnie! :)  Oprócz jakiś drobiazgów dla swoich pań Franek podaruje też coś od siebie/od nas całemu przedszkolu - powiedzmy, że na wieczną rzeczy pamiątkę ;)
                Z gotowym pomysłem reszta poszła w miarę szybko. Znalezienie wzoru - minutka (korzystałam z tego), zrobienie zwierzaka - nieco dłużej, ale bez żadnych niespodzianek. Wzór rewelacyjnie rozpisany, zdjęcia bardzo ułatwiają robotę, no i nauczyłam się w końcu robić paluszki :) (bądź popcorn, bądź bobble). Robiony szydełkiem nr 3, włóczka to chyba Yarn Art Jeans. Chciałam by pingwinek miał nieco przechyloną główkę, tak jak dzieci które zadają pytania, ale nie wiem, czy ostatecznie dobrze to widać... Zrezygnowałam jedynie z czapki, zastępując ją wiązaną pod szyją małą kokardą. Pluszaka zapakujemy w celofan, damy wstążki i właaaala! - ozdoba przedszkolnej kolekcji gotowa! Zdjęcia, jak to u mnie, zawsze robione w biegu, bo dosłownie tuż przed zapakowaniem w folię.

                 I całe szczęście, że wtedy w miarę szybko ogarnęłam pingwina do końca! Niby na korytarzu wisiała karteczka z datą wakacyjnej przerwy... niby zapisałam sobie tę datę w pamięci... ale żeby zajrzeć do kalendarza i sprawdzić jaki to dokładnie dzień - o nie, na to już nie wpadłam! Więc idę sobie na luzie po swojego chłopca, nieco się dziwię czemu tak mało dzieci, rozglądam się po tych ciut pustych korytarzach... Coś mi zaczęło nie pasować dopiero wtedy, jak wszystkie kobitki zaczęły po kolei ściskać Franka... Halo, ale o co chodzi? Szybki w tył zwrot i pędzę przeczytać jeszcze raz ulotkę, wyszarpuję z czeluści torebki telefon, sprawdzam datę i o matko! Pochrzaniły mi się dni! Ostatni dzień jest dziś, nie jutro! Wracam po synka, lecimy jak wariaty do auta i dawaj do domu! Dziękowałam po drodze swemu aniołowi stróżowi, że wbrew wrodzonemu "zrobi-się-jutro" pingwin leży zapakowany i czeka! Jeszcze tylko szybki nalot na supermarket, bez zbytniego przyglądania się bukiecikom złapałam kilka sztuk i wracamy do przedszkola! Mały zdezorientowany, ja z obłędem w oczach, ale się udało - panie na szczęście nie zdążyły nam uciec i wszystkie prezenciki zostały wręczone. Gdy ja ukradkiem ocierałam spocone czoło, Franek po raz drugi zbierał buziaki - cóż, jakaś kindersztuba być musi, za trud w wychowanie trzeba podziękować, choćby nawet biednie wyglądającym i nieco uschniętym badylkiem :) Jedna z przedszkolanek złapała nas jeszcze przed samym wyjściem i dziękując powiedziała, że pierwszy raz dostała na "koniec nauki" kwiatek od dziecka! Hę? Wiedziałam, ze tu jest nieco dziwnie, ale żeby aż tak???? I mimo tego, że moje plany swoje, a życie swoje, wszystko się dobrze skończyło :)
                   I żebyście tylko nie myśleli, że ze mnie taka skończona niemota - ostatni dzień przedszkola był w... czwartek! No kto mądry robi takie coś? :)

buziaki
P.


Jeśli przebrnęliście przez tekst bez jednego ziewnięcia, to w nagrodę - zdjęcia :)  Zapraszam! :) Chwilowo bez logo - kompik wrócił z gruntownego czyszczenia i jeszcze nie ogarnęłam swoich komputerowych śmieci :)

Profilowe z jednej strony...

... i z drugiej

Tu teoretycznie przechylam główkę...

...a tu podpieram się uroczym kuperkiem :)

Jedna fotka z lotu ptaka...

Rzut okiem na me słodkie paluszki :)

Puszczam oczko na do-widzenia i zmykam! :) Baj-baj!