Zawsze podziwiałam osoby, które wykonują swoją robotę od początku do końca. Zaczynają, robią robią robią i kończą. Bez żadnych dłuższych przerywników, bez żadnych wtrętów. Ja niestety tak nie umiem. Siedzę przy jednym projekcie, przypadkowo coś innego wpada mi w oko - i koniec!!! Robótka leci w prędkością światła w kąt, a ja z klapkami na oczach już tylko myślę o nowej robocie. I gdy już ją prawie mam na ukończeniu, historia znów się powtarza - wyłapuję jakąś inspirującą fotkę w necie i aż ręce świerzbią, by się zmierzyć z czymś innym. Ech.... A gdy sumienie mi szepnie, że przecież mam jeszcze pewne niedokończone sprawy, to aż się boję w tamten kącik zajrzeć. Tak jest z 95 % moich prac. Może i mało chwalebne, ale cóż... nie umiem inaczej.
Rzadko, bo rzadko, zdarzają się jednak projekty, które absorbują moją uwagę na tyle długo, by udało się je od razu zakończyć. Tak było w tym przypadku. Zobaczyłam zdjęcie, wypróbowałam tutorial i... przepadłam :) Machnęłam od razu kilkanaście sztuk, koraliki podoczepiałam kilka dni później, zdjęcia, obróbka i SĄ :)
Zapraszam do oglądania :) Cierpliwości, bo będzie troszkę zdjęć :)
Widać moje zamiłowanie do koloru zielonego, prawda? :)
I ostatnie zdjęcie, zbiorowe. Czyż nie wyglądają uroczo?
Słońca życzę!
P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz