środa, 25 października 2017

Coś dla książkoholika

              Co można sprezentować młodej, przebojowej kobiecie, która tak łączy pracę z pasją sprawiając, że połowa jej świata kręci się wokół książek? Żeby było niewielkie, nieco nieoczywiste, ale chwytające za serce i mówiące: "To jest specjalnie dla ciebie"? Trochę czasu nad tym dumałam, aż wydumałam! Podaruję jej... SZCZURA !
              Mój gryzoń jest z gatunku tych spokojnych: nie gryzie kabli, nie straszy po nocach przemykając cichaczem z kąta w kąt, nie wywołuje palpitacji serca swym (nie przez wszystkich lubianych) wyglądem... Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest istotą pomocną - potrafi zapamiętać, gdzie się skończyło czytać, a jedno głębokie spojrzenie w jego oczyska wystarczy, by w środku nocy zamknąć książkę bez zbędnego obiecywania sobie, że tylko jeszcze jeden rozdział i idziemy spać...
              Co do fizjonomii tego szczurka - cóż, szczur jak szczur, każdy widzi jaki jest. Mój z reszty szczurzej braci może wyróżniać się jedynie tym, że ma dosyć mięciutkie futerko, śmieszne różowe rozcapierzone łapki i na maxa zakręcony ogon. Nie grzeszy tężyzną fizyczną, jest raczej szczupły... albo płaski? Jedynie oczyska ma niezwykłe: ten mętny i nieco rozbiegany wzrok mógłby robić na demotywatorach za ilustrację tygodniowego kaca!
              Przyjaciółka na widok szczurka zareagowała piskiem... cóż, ja na jej miejscu zrobiłabym chyba to samo... Pozostaje mi jedynie żywić nadzieję, że jakoś się między sobą dogadają...  :)

              Więc teraz, bez zbędnych ceregieli, pozostaje jedynie prezentacja. Taaadaaaam!








:)  :)  :)


Pozdrawiam!
P.

czwartek, 5 października 2017

2 x "Sz"

       Cóż oznacza ten wielce tajemniczy tytuł? Ano nic innego jak "Szybkie Szycie", do którego zmusili mnie wczoraj moi dwaj panowie. Po południu Małż raczył mnie poinformować, że syn jest zaproszony na małą urodzinową imprezkę, która zaczyna się za... półtorej godziny! W sumie była opcja kupienia czegoś "księżniczkowego" w pobliskim sklepie Made in China, ale na samą myśl o jakimś kiczowatym plastiku cierpła mi skóra :P Stanęło więc na tym, że coś szybko uszyję, a żeby poszło mi to naprawdę szybko wyprawiłam całą trójkę poza dom i w błogiej ciszy mogłam się zająć szykowaniem prezentu :) Workoplecak machnęłam migusiem, gdyż (na szczęście!) miałam już wcześniej zrobioną podszewkę i część przodu, wystarczyło tylko zebrać wszystko do kupy. Potem doszyłam do kompletu chustecznik, a na sam koniec malutką smyczkę na klucze. Wyprasowałam, napchałam słodyczy i westchnęłam z ulgą - udało się!




                 Wybaczcie proszę zdjęcia, ale mój telefon nadaje się tylko do robienia zdjęć w ciągu dnia, wieczorem zaś głupieje :)
                  Z relacji męża wiem, że komplecik się bardzo spodobał solenizantce, a to przecież najważniejsze :)

Buźka
P.