Odkąd moje kursy dom - dom rodziców - dom teściów nagle znaaaacznie się wydłużyły, zaczęłam doceniać kilka niby oczywistych rzeczy. Po pierwsze - komfort, jaki daje nieco lepszy samochód, jest nie do przegadania. Po drugie, samo spanie podczas podróży należy sobie ułatwiać jak tylko się da. Choć Małż nieraz krzywym okiem patrzył na naręcza poduszek i kocy, którymi mościłam tylne siedzenia, to nigdy nie narzekał, jak przychodziło mu tam się kimnąć :) I choć ja zasypiam, jak tylko przyłożę głowę do podusi, to on będzie się kokosić tak długo, dopóki nie znajdzie "tej" pozycji. Naraz przypomniałam sobie o swoim starym zagłówku, dostanym w prezencie, który tak długo użytkowałam, aż się rozpadł ze starości. Więc może to by było to? Chcąc być dobrą żoną, poświęciłam wieczór na uszycie próbnego rogala. I wiecie co? Wypróbowałam go podczas jednej weekendowej podróży i hmmm, zaanektowałam dla siebie :) Potem uszyłam rogala mini, dla swego mniejszego mężczyzny, i reszta jakoś tak z rozpędu wyszła :)
Zapraszam do oglądania :)
Przód to bawełna 100% drukowana, tył robiłam z polaru, futerka lub dzianiny dresowej - w zależności od tego, jaki kolor mi przypasował. I mówiąc nieskromnie, to nie spodziewałam się że tak ładnie wyjdą :)
buźka
P.
środa, 2 grudnia 2015
czwartek, 19 listopada 2015
Historia jednej firanki
Niby jak się umie szyć, to się umie. To się weźmie materiał, zrobi rachu ciachu i będzie się miało to, co się chciało. Prawda to jest?? A właśnie, że guzik prawda :D Owszem, lubię szyć, może nawet i coś tam potrafię, ale niektóre materiały omijam szeroookim łukiem.
Kiedy kuzynka zwróciła się z prośbą o uszycie firan, w pierwszym odruchu zaśmiałam się w głos. Ja i tiul? Ha, to byłby dowcip roku. Ale potem zapaliła mi się żaróweczka niczym u Dobromira i pomyślałam: "No być nie może, Hexa nie odmówi uszycia czegoś". I zawezwałam na pomoc drugą Hexę! Coś jednak jest w przysłowiu o tych dwóch głowach :) Druga Hexa wysłuchała w czym rzecz, pomyślała, pokiwała głową i stwierdziła, że nie ma problemu. Ufff, honor uratowany! Kuzynka zadowolona, firanki w salonie radośnie powiewają, nam doszedł jeden odhaczony punkcik na liście wyzwań, szafa gra!
Dzięki uprzejmości mej siostry ciotecznej mamy zdjęcia, jak rzeczona firanka wygląda w całej okazałości. Aga, patrz i podziwiaj swoje dzieło! :)
Trzymajcie się ciepło
P.
PS. I proszę tylko nie kiwać z politowaniem głową, że tyle szumu o jedną głupią firankę... Wyzwanie to wyzwanie, nie ważne czy to operacja na otwartym sercu, czy ustawienie kilku zapałek jedna na drugiej. Temat był dla nas nowy, wszystko rysowane i kombinowane samemu od podstaw. My jesteśmy dumne, a klient zadowolony. Brawo!
Kiedy kuzynka zwróciła się z prośbą o uszycie firan, w pierwszym odruchu zaśmiałam się w głos. Ja i tiul? Ha, to byłby dowcip roku. Ale potem zapaliła mi się żaróweczka niczym u Dobromira i pomyślałam: "No być nie może, Hexa nie odmówi uszycia czegoś". I zawezwałam na pomoc drugą Hexę! Coś jednak jest w przysłowiu o tych dwóch głowach :) Druga Hexa wysłuchała w czym rzecz, pomyślała, pokiwała głową i stwierdziła, że nie ma problemu. Ufff, honor uratowany! Kuzynka zadowolona, firanki w salonie radośnie powiewają, nam doszedł jeden odhaczony punkcik na liście wyzwań, szafa gra!
Dzięki uprzejmości mej siostry ciotecznej mamy zdjęcia, jak rzeczona firanka wygląda w całej okazałości. Aga, patrz i podziwiaj swoje dzieło! :)
Trzymajcie się ciepło
P.
PS. I proszę tylko nie kiwać z politowaniem głową, że tyle szumu o jedną głupią firankę... Wyzwanie to wyzwanie, nie ważne czy to operacja na otwartym sercu, czy ustawienie kilku zapałek jedna na drugiej. Temat był dla nas nowy, wszystko rysowane i kombinowane samemu od podstaw. My jesteśmy dumne, a klient zadowolony. Brawo!
poniedziałek, 16 listopada 2015
Saszetka
Tytułowa saszetka powstała niemalże w mgnieniu oka. Inspiracja znaleziona w internecie (o tu), szybkie przerzucenie zawartości szafy w poszukiwaniu odpowiedniego materiału i zamków, odpalenie maszyny i jest! A raczej są :) Saszetko-kosmetyczko-piórniczki o wielorakim zastosowaniu :) O frajdzie związanej z samodzielnym kolorowaniem nie będę mówiła, bo to chyba oczywiste :)
Według tutka należy szyć ściegiem francuskim (potocznie zwanym pościelowym), co też i ja uczyniłam.
Uszytki te mają tak wielorakie zastosowanie, że zamiast pisać - wolę pokazać :)
-dla ucznia
- dla modnisi
- dla Twojego dziecka :)
Według tutka należy szyć ściegiem francuskim (potocznie zwanym pościelowym), co też i ja uczyniłam.
Uszytki te mają tak wielorakie zastosowanie, że zamiast pisać - wolę pokazać :)
-dla ucznia
- dla modnisi
- dla Twojego dziecka :)

- dla rękodzielniczki :)

- dla pani domu gotowej na wszystko :) :)
Która wersja Wam przypadła do gustu najbardziej? :)
Buźka
P.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Dlaczego...?
... nawet duże dziewczynki kochają lalki?
Jak dla mnie, to przez sentyment za beztroskim dzieciństwem, może trochę z tęsknoty za takim właśnie-lepszym światem.
Poza tym, kto dzisiaj nie zachwyca się lalkami, kiedy potrafią one być wyjątkowo ciekawe.
Od lalek Blythe z niesamowicie wielkimi oczami, które można przerabiać i nadawać im swój styl, przez niesamowite artystyczne lalki rosyjskich blogerek (link) czy skandynawskie lalki typu Tilda, stworzone przez Toni Finnanger aż do Laloushek - lalek szytych przez Polkę Martę Hryniak (tutaj), które szczególnie upodobały sobie polskie gwiazdy.
Mnie jednak najbliższe są lalki typu Tilda, szyte z bawełnianych materiałów, dające możliwość wykonania ich we własnym stylu. Tildowe lalki szyję cały czas, oczywiście "po swojemu".
Ale szyję także inne lalki np. tzw. "olbrzymki" (nazwane tak przez Paulę) z rękoma w kieszeniach czy małe lalki, których inspiracją stała się lalka znaleziona w second handzie.
Tak, najbliższe mi są "szmaciane" lalki, .......ale oczywiście zachwycam się niesamowitymi artystycznymi lalkami, podziwiam w nich przede wszystkim styl i precyzję wykonania.
"Olbrzymki" mają 63 cm wysokości, Tildy w wersji "wysokie"-69 cm, lalki "śpiące"-38 cm, laleczka "z kucykami"- 43 cm.
Wszystkie uszyte są z bawełnianych materiałów, nowych ale też recyklingowych, wypełnione tzw. kulką silikonową, sprężystym nie zbijającym się włóknem. Wykroje do lalek Tildowych pochodzą z książek Toni Finnanger, do lalek śpiących z Burdy a do "olbrzymek" i "kucykowych lalek"- rozrysowałam sama.
A teraz - zdjęcia :)
Moje Tildy - od nich wszystko się zaczęło :)
Lale roboczo nazwane "olbrzymkami" :)
Lale śpiące
Kucykowe śmieszki :)
pozdrawiam
Ag.
sobota, 31 października 2015
Była sobie włóczka
Była i leżała na półce sklepowej. Nie przeczuwała wcale, że dostarczy tyle niespodziewanej radości pewnej osobie. A osoba ta stała i stała nad tą włóczką, dumała i myślała, myślała i dumała - włożyć czy nie włożyć do koszyka. Nigdy na czymś takim nie pracowała. Swego czasu był szał i boom, teraz szału nie ma, a włóczka w cudnym swym kolorze tak miło leżała w dłoni, że w końcu dłoń stała się ciężka i włóczka gładko wturlała się do koszyka. Szybki rachunek sumienia, potem przeliczenie drobnych centusiów i ufff - starczy! Tylko bez szaleństw, jeden wcale nie taki mały moteczek przeleciał przez skaner i podążał w torbie swej nowej właścicielki do miejsca przeznaczenia - do domu. Zanim osoba do niego usiadła trochę wody musiało upłynąć - a to jeść zrobić, pić dać, gary umyć, podłogę odkurzyć, kasztany pozbierać, fikołki pofikać, w berka poganiać, kucyki malować, zwierzaki karmić... i jeszcze wiele mniej lub bardziej absorbujących uwagę rzeczy by się wydarzyć mogło, gdyby osoba nie siadła, nie włączyła szatańskiego narzędzia dla swego dziecia i w końcu mogła się nacieszyć minutką spokoju...... W tej to minutce wyciągnęła wielkie szydło w wora, rozpakowała tytułową włóczkę i... jak nie ruszyła, tak nad robótką późna noc ją zastała. Bogu w niebiesiach dzięki za wyrozumiałego małża osoby, który widząc szał w oczach i niebezpieczne a nader zamaszyste ruchy szydłem w drogę nie wchodził, weny nie przegonił i wieczornym obowiązkiem higienicznym dziecia się zajął. Gdy cała włóczka się skończyła, dym i kurz znad robótki opadł, oczom osoby ukazał się cudnej urody koszyk. Opinia to może i stronnicza była, ale osoba się tym nie przejmowała, gdyż dziełem swym była zachwycona do tego stopnia, że jęła po domu tańcować, wprawiając małża swego w osłupienie. Cóż, chwile czystej radości swe prawa mają. Dnia następnego, uważnie przypatrując się swemu dziełu, osoba doszła do wniosku, że... tragedii nie ma. Koszyk koślawy nie jest, stać stoi, kolor zacny, czegóż chcieć więcej?
A czy osoba rację co do koszyka miała, oceńcie i Wy... :)
Spokojnego weekendu,
P.
A czy osoba rację co do koszyka miała, oceńcie i Wy... :)
I moje ulubione zdjęcie :)
Spokojnego weekendu,
P.
czwartek, 22 października 2015
Poduszki...
... poduszeczki. Najbardziej lubię te z motywem zamkniętych oczu.
Część uszyta z wymiennym wkładem, wypełnionym kulką
silikonową -sprężystym niezbijającym się wypełniaczem. Większość wzorów
zaczerpnięta jest z niezawodnego Pinteresta.
Leśne zwierzaki
Nieco sielskie klimaty :)
pozdr.
Ag.
Leśne zwierzaki
Nieco sielskie klimaty :)
pozdr.
Ag.
niedziela, 18 października 2015
"Zabreloczkowałam" się :)
Dokładnie tak!
Ledwo co udało mi się wygrzebać spod stosiku szydełkowych motylków, pokazywanych Wam kilka postów wstecz, a tu znowu masz babo placek! Breloczki szydełkowe - bo o nich mowa - bardzo proste w formie, przyjemne dla oka, przydatne przy wygrzebywaniu kluczy z torebki :) Kolorów dużo, pastele mieszają się z mocniejszymi barwami, tasiemki dobierane "na oko".
Poniżej efekty mojego "zabreloczkowania" się :) Kubki z ciepłą herbatą w dłoń, bo trochę tego będzie :)


Udało się przebrnąć?? :)
Małe formy na szczęście chwilowo zarzuciłam, więc następne szydełkowe posty będą już większych gabarytów :)
Jakość zdjęć musicie mi wybaczyć, są robione telefonem i nie wszystko w programie da się wyretuszować :) Zawsze staram się o jak najlepsze ujęcie, ale cóż - i tak wyjdzie jak chce :|
Pozdrawiam cieplutko
P.
Ledwo co udało mi się wygrzebać spod stosiku szydełkowych motylków, pokazywanych Wam kilka postów wstecz, a tu znowu masz babo placek! Breloczki szydełkowe - bo o nich mowa - bardzo proste w formie, przyjemne dla oka, przydatne przy wygrzebywaniu kluczy z torebki :) Kolorów dużo, pastele mieszają się z mocniejszymi barwami, tasiemki dobierane "na oko".
Poniżej efekty mojego "zabreloczkowania" się :) Kubki z ciepłą herbatą w dłoń, bo trochę tego będzie :)


Udało się przebrnąć?? :)
Małe formy na szczęście chwilowo zarzuciłam, więc następne szydełkowe posty będą już większych gabarytów :)
Jakość zdjęć musicie mi wybaczyć, są robione telefonem i nie wszystko w programie da się wyretuszować :) Zawsze staram się o jak najlepsze ujęcie, ale cóż - i tak wyjdzie jak chce :|
Pozdrawiam cieplutko
P.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
























